Strona główna / Start / Doświadczenia innych / O jednej z najbogatszych Polek w USA



Right menu

Warehouse Fashions Limited

Szukanie zatrudnienia

Lokalna praca, globalna perspektywa

W stolicy Wielkopolski globalne centra międzynarodowych operacji finansowych, takie jak Franklin Templeton Investments, są najszybciej rozwijającymi się ośrodkami z branży finansowych usług...

Rozmowa kwalifikacyjna

Jakiś czas temu podjęłaś decyzję – zmieniam pracę! Odbyłaś żmudny proces...

Porady w pisaniu brytyjskiego CV

Każdy, kto szuka pierwszej pracy bądź chce zmienić pracę na nową, musi stanąć przed wyzwaniem jakim jest...

Formularze podatkowe

Krótki przewodnik po brytyjskich formularzach podatkowych...

Kariera młodej mamy

Poszukiwanie pracy po narodzinach dziecka może się okazać nie lada wyzwaniem.


O jednej z najbogatszych Polek w USA

Magazyn: Polki w Świecie

04.09.2009

Jest przykładem na to, że jeśli wierzy się w siebie i w to co się robi – sukces jest murowany.

Lidia Greszta lata temu pozbyła się dwudziestokilogramowej nadwagi i zajęła się biznesem, który przyniósł jej nie tylko bogactwo, ale także uznanie środowiska. Dzisiaj na swoim koncie ma pokaźną sumę pieniędzy, a także setki tysięcy osób, którym pomogła zmienić życie na lepsze, poprawiając ich wygląd i sylwetkę. Kilka miesięcy temu Lidia Greszta triumfowała celebrując sukces biznesowy oraz prywatny: otrzymała tytuł Bizneswoman Roku i została, najszczęśliwszą pod słońcem babcią.

Jest Pani jedną z najbogatszych Polek w USA. Czemu lub komu zawdzięcza Pani swój sukces?
Za największą wartość moich sukcesów uważam przyjaźnie zawarte na przestrzeni lat, zwłaszcza z osobami, którym udało mi się pomóc. Są to osoby mieszkające w różnych krajach na świecie, co uczyniło moje życie ciekawszym i wypełnionym pięknymi podróżami. To niesamowite, czego możemy dokonać, kiedy odnajdziemy swoje powołanie i żyjemy z pasją, a już pełnią szczęścia jest spotkanie osób, które czują to samo. Ja miałam to szczęście i dziś mogę razem z takim ludźmi dzielić się dużym sukcesem.

Dlaczego zdecydowała się Pani na przyjazd do USA?
Powód był jeden – finansowy. Po tragicznej śmierci mojego ojca, przez osiem lat wspólnie z siostrą prowadziłyśmy firmę konfekcyjną, niestety z roku na rok z coraz gorszym efektem. Nie pomagały medale, wyróżnienia i nagrody zdobywane na Targach Poznańskich. Fala importu ze Wschodu wyparła skutecznie rodzinną produkcję. Umęczone biurokracją, przyzwyczajone do wysokich standardów życia, które stawały się coraz trudniejsze do utrzymania, zdecydowałyśmy się poszukać rozwiązania w Ameryce.

Czy zgadza się Pani z twierdzeniem, że Stany są krajem dla ludzi zdecydowanych realizować swoje marzenia?
Absolutnie tak. Najważniejsze jednak jest, aby wiedzieć, po co się tu przyjeżdża i wytrwale dążyć do celu tak długo, aż się go osiągnie. Stany Zjednoczone dla nas, Polaków, nie są tylko mitem dobrobytu. Tysiące naszych rodaków przyjechało do tego kraju przywożąc z Polski jedynie nadzieję na lepsze jutro i marzenia i konsekwentnie dzień po dniu - pokonując po drodze przeróżne przeszkody: fizyczne, emocjonalne, egzystencjonalne – brnęli do celu. Na przestrzeni lat spędzonych w USA obserwuję przeróżne historie karier moich rodaków i jestem dumna.

Sukces w Pani przypadku to efekt długotrwałej pracy oraz wiary w słuszność tego, co się robi. Co jeszcze złożyło się na Pani obecną pozycję?
Odpowiadając na to pytanie powinnam sięgnąć do czasów dzieciństwa i wczesnej młodości, ponieważ im dłużej żyję na tym świecie tym bardziej doceniam to, co wyniosłam z domu rodzinnego. Moi rodzice byli bardzo pracowici i kreatywni. Wszystko mieli dokładnie zaplanowane i działali zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami. Nawet kiedy jechaliśmy nad morze i zapowiadano deszcze – to i tak jechaliśmy w nadziei, że Wicherek i Chmurka nie mieli racji.

To odnośnie dzieciństwa. Natomiast w dorosłym życiu to samodyscyplinie zawdzięczam najwięcej. Nauczyłam się jej chodząc do szkoły baletowej. Tam, pomimo bólu, niewygody, czy zmęczenia, powtarzało się to samo dążąc do perfekcji. Miesiącami -aż do skutku.

Takie podejście do życia – że nie ma sytuacji bez wyjścia, czasem trochę dłużej należy popracować nad rozwiazaniem – z pewnością pomogło mi, zwłaszcza tu, w Stanach Zjednoczonych, realizować swoje plany krok po kroku. Wielkim darem od Boga było dla mnie spotkanie firmy Herbalife, dzięki której odzyskałam zdrowie i szczupłą sylwetkę (schudłam 20 kg) i miałam możliwość wprowadzenia produktów tej firmy do Polski, dając szansę tysiącom Polaków na lepszą kondycję i sukces finansowy.

Jest Pani bizneswoman, ale także kobietą niezwykle rodzinną. Czy trudno jest pogodzić życie zawodowe z prywatnym?
Umiejętność pogodzenia obowiązków matki i bizneswoman to w dużym stopniu proces naśladowczy. Moja mama - zawsze bardzo aktywna zawodowo – była i jest zorganizowana do perfekcji. W naszym domu królowała miłość, zwłaszcza do dzieci i pod ich kątem i dla ich lepszej przyszłości podejmowane były wszystkie działania. To był po prostu wzorowy dom.

A ja, cóż – chciałam i robiłam wszystko, aby moim dzieciom stworzyć podobne warunki. Pracując w Herbalife z pewnością miałam ułatwione zadanie, ponieważ mogłam dopasować godziny pracy do obowiązków domowych, w których bardzo dzielnie wspierała mnie mama. Firma, z którą się związałam blisko 22 lata temu, znana jest z pielęgnowania życia rodzinnego. Dzięki temu moje dzieci mogły wyjeżdżać z Herbalife co roku na cudowne wakacje do najbardziej wyszukanych miejsc na świecie. Będą miały co wspominać! Teraz, kiedy dzieci są dorosłe, nadal wyjeżdżamy razem na wakacje. Wciąż, przynajmniej w niedziele, mamy wspólny obiad, oglądamy filmy i cieszymy sią sobą.

Jest Pani cząstką światowej korporacji, a jednocześnie indywidualnością, bo mimo, że działa Pani pod parasolem biznesowym konkretnej marki to jednak tysiące osób znają Lidię Gresztę z imienia i nazwiska. Jest zatem Pani dowodem na to, że praca w korporacji wcale nie oznacza pozostania bezimiennym pracownikiem.
Na całym świecie działa 1 900 000 konsultantów firmy Herbalife i pomimo, że jesteśmy związani umową z korporacją to każdy z nas działa niezależnie i pracuje na swoją popularność sam. Jest ona zwykle wprost proporcjonalna do wartości jaką wnieśliśmy na rynek – czy to w postaci rezultatów zadowolonych klientów czy w postaci przygotowanych osób do wykonywania zawodu. Na przestrzeni 22 lat miałam okazję pracować w wielu krajach dzieląc się swoim doświadczeniem. Udzielam się także charytatywnie i sponsoruję działania Herbalife Family Foundation, która działa na rzecz dzieci na całej Ziemi. Gdziekolwiek na świecie pracowałam, pozostawiłam za sobą ślad w postaci zadowolonych klientów, którzy włączali się w rozwój kierunku „wellness”.

Od wielu lat żyje Pani na emigracji, obraca się w różnych środowiskach. Jak postrzegana jest Polonia Amerykańska w USA?
Od czasu kiedy przyjechałam do USA wiele zmieniło się i zdecydowanie dzisiejsza Polonia to ludzie bardziej przebojowi, wiedzący czego chcą, ambitni i potrafiący wykorzystywać możliwości jakie daje im Ameryka. Są odważni, więcej podróżują i rośnie liczba studentów, to są przeogromne zmiany. W rękach Polonii są najróżniejsze fantastycznie prosperujące firmy. Dziś Polacy mieszkają w pięknych domach, jeżdżą luksusowymi samochodami i mają poważne oszczędności w bankach. Jesteśmy dumni z naszego polskiego pochodzenia co też przejawia się tym, że więcej dzieci chodzi do polskich szkół i uczy się języka swoich rodziców.

A Polki w Stanach? Jakby je Pani opisała?
Kilka dni temu, gdy byłam na spacerze z moim wnukiem, podeszła do mnie Amerykanka mówiąc „Ty to chyba jesteś Polką, bo tak ładnie wyglądasz”. Nie jest chyba z nami tak źle, nadal trzymajmy fason.

Jest Pani kobietą spełnioną – prowadzi własną firmę, jest szczęśliwą matką, a od niedawna także babcią. Co doradziłaby Pani kobietom, które skrępowane stereotypem „matki Polki” boją się poczynić właściwe kroki w kierunku samorealizacji?
Na szczęście coraz rzadziej mamy do czynienia z kobietami pozbawionymi chęci samorealizacji. Podejmują one wielkie wyzwania – i chwała im za to. Natomiast jeżeli chodzi o panie, które wszystkiego się boją, nie chcą ryzykować, nie lubią zmian – niech zadadzą sobie pytanie: co je czeka za pięć, za 10 lat, jeżeli niczego nie zmienią w swoim życiu? I koniecznie niech się zastanowią i odpowiedzą na to pytanie szczerze – czy to, do czego prowadzi ich życie, jest tym, o czym marzą dla siebie i swoich rodzin? Wszystko zaczyna się od nas. Tak jak powiedział mój mentor i przyjaciel – wielki filozof Jim Rohn: „Sam powinieneś uczynić siebie bardzo szczęśliwym”.

Spełniła Pani wiele swoich pragnień, a czy są jakieś marzenia, które wciąż czekają na wprowadzenie w życie?
Jestem szczęśliwa. Mam zdrową rodzinę, wspaniałe, wykształcone, kochające dzieci – o czym więcej mogę marzyć? O szczęśliwej kontynuacji tego co zaczęłam i realizacji marzeń Marka Hughesa – założyciela firmy Herbalife: „...aby odżywianie komórkowe stało w każdym domu i na każdym stole, kraj za krajem, język za językiem...”.

Tekst pochodzi z magazynu Polki w Świecie.

Chcesz coś dodać od siebie lub o coś zapytać? Dołącz do naszego forum!

Drukuj Wyślij znajomym