Right menu

Szukanie zatrudnienia

Rozmowa kwalifikacyjna

Jakiś czas temu podjęłaś decyzję – zmieniam pracę! Odbyłaś żmudny proces...

Porady w pisaniu brytyjskiego CV

Każdy, kto szuka pierwszej pracy bądź chce zmienić pracę na nową, musi stanąć przed wyzwaniem jakim jest...

Formularze podatkowe

Krótki przewodnik po brytyjskich formularzach podatkowych...

Kariera młodej mamy

Poszukiwanie pracy po narodzinach dziecka może się okazać nie lada wyzwaniem.

Jak zostać wolontariuszem

Masz trochę wolnego czasu? Chcesz spróbować czegoś nowego, a przy okazji pomóc innym?


Mój "Londek"

Katarzyna Strąk

05.11.2007

Sentymentalny rzut oka na doświadczenia z perspektywy czasu.

To już. Dwie godziny lotu i całkowita zmiana otoczenia, ludzie jakby trochę inni. W głowie znak zapytania, wielka niewiadoma, szczypta strachu, ale i radość wyzwania.

Co przyniesie ten czas, jak skończy się moja przygoda z Londynem?

Już od prawie czterech miesięcy jestem z powrotem w Polsce. Pamiętam dobrze swoje obawy związane z wakacyjnym wyjazdem w poszukiwaniu pracy w Anglii, miesiące oczekiwań i rozmyślania na temat tej współczesnej „ziemi obiecanej”, do której zmierza w ostatnich latach tak wielu młodych Polaków. Pytania – czy mi też się uda, czy to rozważny krok, jakich ludzi spotkam.

Wyjechałam z grupą koleżanek, wynajęłyśmy mieszkanie i rozpoczęłyśmy poszukiwania. Niektórym udało się znaleźć coś od razu, kilka nie znalazło żadnego stałego miejsca zatrudnienia i po pewnym czasie, głównie z powodu wysokich kosztów utrzymania, wróciło do Polski. Mnie udało się znaleźć pracę w restauracji, po żmudnych dniach roznoszenia cv, rozklejania ogłoszeń, dzwonienia do pracodawców, pytań o wakat niemal w każdym napotkanym barze. Tak wiele zależy tu od szczęścia, przypadku, napotkania właściwych osób we właściwym czasie – i osobistej determinacji. Potem swój czas dzieliłam głównie na codzienną, monotonną pracę i na zwiedzanie miasta.

I to właśnie samo miasto zapadło mi w pamięć najbardziej. Najpierw zupełnie nieznane, przerażające swym ogromem i skomplikowana gęstwiną linii metra na mapie, oswajane stopniowo, z ciekawością odkrywcy (niekoniecznie natręctwem kolejnego obwieszonego aparatami fotograficznymi turysty). Mój zachwyt wzbudzały nieustannie najsławniejsze muzea, przyjazne i szeroko otwarte dla zwiedzających – zwłaszcza National Gallery, Tate Britain i Victoria & Albert Museum. Można w nich spędzić długie godziny, a i tak pozostanie jeszcze wiele miejsc, do których nie uda się dotrzeć, zatrzymać się i należycie je docenić.

Każda uliczka Londynu może być zaskoczeniem – poszczególne dzielnice różnią się między sobą czasem tak bardzo, że zdają się być odrębnymi wioskami w mieście. Urokliwe okolice St. Paul’s Cathedral, jaskrawe neonami Soho i niezliczona ilość księgarni i antykwariatów na Bloomsbury Street, zabytkowy cmentarz wiktoriański – długo by wymieniać. Jedno z moich najwspanialszych wspomnień to długi, samotny spacer wzdłuż Tamizy o zachodzie słońca – widoki pocztówkowe, może banalne, ale coś z niesamowitości tych chwil długo jeszcze we mnie pozostanie.

Zanurzenie się w wielokulturowym tłumie, czasem niemal morzu ludzi na ulicach to niezwykłe doświadczenie, choć może nie zawsze przyjemne. Ta wielość może przytłaczać, ale i mocno fascynować. Wszyscy spotykają się na płaszczyźnie języka, zazwyczaj nie potrzeba doskonałej znajomości angielskiego, by się porozumieć. Pomijam tu fakt, że zawsze istnieje duże prawdopodobieństwo, że zapytany przez ciebie o drogę przypadkowy przechodzień, jest akurat również Polakiem. To mimo wszystko jeden z mniej przyjemnych aspektów przebywania w Londynie – klaustrofobiczna świadomość, że napływ naszych rodaków jest wciąż wysoki, co niekoniecznie spotyka się z przychylnością wszystkich Anglików. Ci jednak są na tyle powściągliwi, ze zazwyczaj nie wypowiadają swojego zdania bezpośrednio, pozostając życzliwi i uprzejmi.

Dziś patrzę na te miesiące spędzone w Londynie ze specyficznym sentymentem. Być może wbrew rozsądkowi, ale chcę jednak mieszkać na stałe w Polsce, co jest w dużej mierze wynikiem mojej wyprawy na Wyspę. Wszystkim polecam tego typu doświadczenie, które wykracza daleko poza znaczenie oklepanego powiedzenia „podróże kształcą”. Wejście w tę inną przestrzeń, nową społeczność jest niezwykłym spotkaniem, które, jak każde zrealizowane wyzwanie, przynosi wiele dobrego, a niekiedy potrafi odmienić nawet całe życie.

Drukuj Wyślij znajomym