Strona główna / Start / Doświadczenia innych / Kuratorka na walizkach



Right menu

Warehouse Fashions Limited

Szukanie zatrudnienia

Lokalna praca, globalna perspektywa

W stolicy Wielkopolski globalne centra międzynarodowych operacji finansowych, takie jak Franklin Templeton Investments, są najszybciej rozwijającymi...

Rozmowa kwalifikacyjna

Jakiś czas temu podjęłaś decyzję – zmieniam pracę! Odbyłaś żmudny proces...

Porady w pisaniu brytyjskiego CV

Każdy, kto szuka pierwszej pracy bądź chce zmienić pracę na nową, musi stanąć przed wyzwaniem jakim jest...

Kariera młodej mamy

Poszukiwanie pracy po narodzinach dziecka może się okazać nie lada wyzwaniem.

Jak zostać wolontariuszem

Masz trochę wolnego czasu? Chcesz spróbować czegoś nowego, a przy okazji pomóc innym?


Polki pracujące - Aneta Prasał-Wiśniewska: kuratorka na walizkach

Aleksandra Kaniewska

09.08.2010

Została kuratorem sztuki albo raczej jej koordynatorem, bo jak przyznaje Aneta Prasał...

Aneta Prasał-Wiśniewska Fot. archiwum: Instytut Adama Mickiewicza

-Wiśniewska wyprodukowanie wystawy to prawie tak, jak prowadzenie domu. Od kiedy została koordynatorką Roku Polskiego w Wielkiej Brytanii, pracuje nawet w taksówkach.

Na pierwszy rzut oka chłodna blondynka, w rzeczywistości – gejzer energii i pomysłów. Od kiedy warszawski Instytut Adama Mickiewicza zaczął pracę nad największym do tej pory projektem promocji kultury polskiej na Wyspach „Polska Year!”, nie rozstaje się z notesem i Blackberry. – „Polska Year!” żyję od trzech lat.

To takie życie trochę na walizkach i w samolocie, ale nie wyobrażam sobie bardziej satysfakcjonującej pracy – twierdzi. I dodaje: - Chcemy pokazać, że kultura to ogromny biznes. Zabytkami czy architekturą Polska nie może rywalizować z Francją czy Anglią. Żadnego turysty nie skusimy też klimatem. Mamy za to wspaniałe festiwale, świetne muzea i kreatywnych ludzi. I to musimy światu pokazać.

W 2006 roku, razem z zespołem z Instytutu Adama Mickiewicza, Aneta Prasał-Wiśniewska podjęła wyzwanie przetłumaczenia polskiej współczesnej kultury „na angielski”. W praktyce przekładało się to na zainteresowanie Polską wpływowych brytyjskich krytyków sztuki, kuratorów, dyrektorów galerii, festiwali czy selekcjonerów filmów i muzyki. – Wymyśliliśmy, że wciągniemy ich wszystkich do gry pt. „Ty też możesz stać się częścią „Polska Year!”. I udało się, bo od początku projektu do Polski na wizyty studyjne przyjechało blisko 200 osób. Ci ludzie to teraz najlepsi ambasadorzy polskiej kultury za granicą – wspomina z uśmiechem.

Jak wygląda praca przy organizacji takiego przedsięwzięcia? W Londynie Aneta jest średnio co miesiąc, dopinając ostatnie detale wystaw, koncertów, pokazów mody czy festiwali. A jest czego pilnować. Do końca 2010 roku w Wielkiej Brytanii odbędzie się ponad 200 wydarzeń kulturalnych związanych z Polską. W ogromnej hali turbin w Tate Modern stanęła niedawno instalacja Mirosława Bałki, a w Barbicanie – wojenny „Bunkier” Roberta Kuśmirowskiego. Museum of London ma ekspozycję fotografii „polskich londyńczyków”, a kolorowe plakaty na stacjach metra zapraszają na retrospektywę filmów Wojciecha Hasa.

A to jeszcze nie koniec. W Oksfordzie już w grudniu otwarcie mocno oczekiwanej przez Brytyjczyków wystawy prac rzeźbiarza Pawła Althamera. Będzie jeszcze seria koncertów z okazji Roku Chopinowskiego, Zimerman, Nigel Kennedy, premiery symfoniczne i teatralne oraz pokazy mody. Polska jest wreszcie na ustach wszystkich. Ale już nie tylko w kontekście wiecznie zapracowanych budowlańców, księgowych czy pielęgniarek, ale polskich obrazów, designu, architektury i muzyki.

Kobiecy power

W zespole „Polska Year!” w warszawskim Instytucie Adama Mickiewicza pracują same kobiety. Zgodnie dzielą się obowiązkami. – Atmosfera u nas jest świetna. Poza tym tak się złożyło, że każda z dziewczyn jest w czymś lepsza ode mnie, więc się uzupełniamy – śmieje się Wiśniewska. Nie wyobrażają sobie, żeby któraś mogła odejść. Co zrobiłyby bez najlepiej w zespole władającej angielskim Natalii, która ma przy okazji genialną intuicję do ludzi? Albo bez Ani, która ma dar do zjednywania sympatii ludzi, a poza tym jest świetną networkerką? Czy bez Iwony panującej nad szalonym tempem pracy biura i kilkumilionowym budżetem? Z kolei to Kasia ma najlepsze kontakty z polskimi dziennikarzami, Basia zna brytyjskie środowisko jak własną kieszeń, a Dorota jest niezastąpioną ekspertką od teatru.

Do zespołu „Polska Year!” dołączyła niedawno druga Kasia, najmłodsza z grupy, która już teraz marzy, żeby w przyszłości poprowadzić projekt jak „Polska Year”. Dziewczyny dogadują się prawie bez słów. I to tej kobiecej energii, współpracy i opiekuńczości Aneta Prasał-Wiśniewska przypisuje większą część sukcesu ich projektu. Zwłaszcza, że – jak tłumaczy – praca kuratora wymaga podobnych umiejętności, jak prowadzenie domu. A kobiety mają do tego naturalne predyspozycje. – To my między śniadaniem a pracą musimy pobiec zrobić zakupy na kolejne dni, zaszczepić dziecko, pójść na wywiadówkę i dać samochód do naprawy. Moja obecna praca to taka właśnie koordynacja i opieka – nad artystami, dziennikarzami, katalogiem, czy gośćmi przyjeżdżającymi do nas z Wielkiej Brytanii. Żeby czuli się ważni, docenieni – wylicza.

Aneta Prasał-Wiśniewska podczas promocji książki "Discovering Women in Polish Design" Fot. archiwum: Instytut Adama Mickiewicza

Tak naprawdę wcale nie marzyła o tym, żeby zostać kuratorem. Miała być archeologiem. Fascynował ją Egipt, ten z książek i baśni. Sztuka przepleciona z historią. Ale archeologia była zbyt oddalona od rzeczywistości. Kiedy pytam o szkolne inspiracje artystyczne, długo się zastanawia. – My się wtedy zajmowaliśmy polityką, nie sztuką – mówi po chwili. Maturę zdawała w 1986 roku, w warszawskim liceum im. Lelewela. – To były czasy pogrzebu Grześka Przemyka, zabójstwa księdza Popiełuszki. 13-ego każdego miesiąca ubieraliśmy się na czarno, czytaliśmy Bursę, Wojaczka i Paryską Kulturę, a o Powstaniu Warszawskim i Katyniu uczyliśmy się na wykładach „Latającego uniwersytetu”. Dojrzewało się szybciej – mówi z przekonaniem. Etos pracy i odpowiedzialność, której wtedy ich uczono, wspomina do dzisiaj. – Pewnie dlatego, jak już coś robię, to najlepiej jak umiem, całą sobą – dodaje.

- Pamiętajcie państwo, historyk sztuki to nie jest zawód – usłyszała dwadzieścia lat temu podczas egzaminu na warszawską uczelnię. Dzisiaj twierdzi, że nie mogłaby się bardziej z tym zgodzić. – Praca kuratora wystaw to zajęcie wszechstronne. To kurator jest odpowiedzialny za wszystkie etapy: od pomysłu, przez organizację, opiekę nad artystami, katalogami, aż do otwarcia i rozliczenia wystawy, rozesłania zdjęć, podziękowań. Wszystkim się wydaje, że to praca koncepcyjna i artystyczna, ale to przede wszystkim zadanie dla dobrego koordynatora – tłumaczy. Warsztatu nauczyła się pracując z najlepszymi. Miała zresztą szczęście.

Zaraz po studiach znalazła się w dziale oświatowym warszawskiej „Zachęty”. To tam wypatrzyła ją Anda Rottenberg, osławiona kurator i wieloletnia dyrektor galerii. Początki lat 90. to czasy wielkich przemian, tak w polityce, gospodarce, jak i kulturze. Polscy kuratorzy wspominają szaloną energię tworzenia. W „Zachęcie” produkowano kilkanaście wystaw rocznie, wszystkie na wysokim poziomie.

Razem z Rottenberg, Aneta pracowała wtedy nad jedną z największych ekspozycji polskiej sztuki za granicą. „Sztuka Polska po 1945 roku”, otwarta w 1997 roku w Budapeszcie, pokazywała prace najważniejszych polskich artystów: Althamera, Bałki, Abakanowicz, Opałki czy Kozyry. – To był mój chrzest bojowy – opowiada i wspomina przeprawy z węgierskimi członkami ekipy montażowej, którym nie w głowie było słuchanie poleceń młodej kuratorki. Pod koniec projektu pomyślała, że po tym doświadczeniu jest już w stanie zrobić każdą wystawę. Węgry były też ważne z powodów osobistych – poznany w Budapeszcie dyrektor Instytutu Kultury Polskiej został kilka lat później jej mężem.

Mama w samolocie

W 2001 roku Aneta wygrała konkurs na projekt polskiego pawilonu na Biennale w Wenecji. Zapamięta tę datę, jako dzień cudów. Zaraz po ogłoszeniu wyników głosowania jury, dowiedziała się, że jest w ciąży. Mieli z mężem okazję, żeby świętować podwójnie. A potem wszystko potoczyło się szybko: ciąża upłynęła niepostrzeżenie, między życiem w Warszawie, a samolotami do Wenecji, gdzie polski pawilon z pracami Leona Tarasewicza zbierał same pochwały. Już w lipcu, po zamknięciu projektu Biennale i w ósmym miesiącu ciąży, wyjechała na Węgry, do męża, który został tam mianowany ambasadorem. Cztery lata w Budapeszcie upłynęły pod znakiem wychowania dzieci (tam urodziła drugą córeczkę) i działalności charytatywnej. – Dziś myślę, że to była świetna szkoła promocji Polski za granicą. Zrozumiałam, że nie każdy musi się znać na sztuce współczesnej i dostrzegać geniusz Sasnala i Althamera. Że istnieje też jakiś świat poza środowiskiem kuratorów i krytyków sztuki – wylicza.

Jak podsumowuje, to trzy lata z walizką pod ręką. Mnóstwo wyrzeczeń i domowej logistyki. Ktoś przecież musi zawieźć córki na basen, balet, odrobić z nimi lekcje, ugotować ich ulubione potrawy. Nie zawsze się udaje. W tym tygodniu będzie musiała polecieć do Londynu dwa razy w ciągu zaledwie tygodnia. – Dzisiaj moja córka ma imieniny, a ja nie mogę zjeść z nią śniadania, ani dać prezentu – wylicza. I zaraz dodaje: – Ale wiem, że lepsza mama to mama mniej obecna, ale spełniona, niż ta, która siedzi na miejscu, ale jest sfrustrowana i nieszczęśliwa. Moja rodzina to rozumie i bardzo mnie wspiera.

Co będzie, kiedy skończy się kilkuletnia praca nad Rokiem Polski na Wyspach, minie adrenalina ciągłych przygotowań, lotów i premier? Nie ma jeszcze planu. – Na pewno przyjdzie pora na nadrobienie czasu z rodziną, jakiegoś odpoczynku – zastanawia się głośno. Czy po tak intensywnym projekcie kulturalnym, oglądanie wystaw może być jeszcze dla kuratora przyjemnością? – pytam na koniec. – Oczywiście. Chociaż czasem, kiedy trafiam do galerii prywatnie, zdarza mi się myśleć: „Świetna wystawa. Ale dobrze, że to nie ja musiałam ją zrobić” – śmieje się koordynatorka. Żegnamy się, a ona pędzi na kolejne londyńskie spotkanie. Wciąż jest wielu Brytyjczyków, których trzeba zarazić polską kulturą.

Tekst pochodzi z magazynu Polki w Świecie

Chcesz coś dodać od siebie lub o coś zapytać? Dołącz do naszego forum!

Drukuj Wyślij znajomym