Strona główna / Rozrywka / Muzyka i clubbing / Wieczna optymistka - DJ Wika



Right menu


Wieczna optymistka - DJ Wika

Malgorzata Sychta

29.09.2013

Spotykamy się w maleńkim pokoiku na zapleczu w Riverside Studios. Jest drobna, krucha, zadbana...

eleganckie czarne spodnie, buty na wysokim obcasie, starannie upięte siwe włosy. I uśmiech tak ciepły, że byłby w stanie stopić lód. Wirginia Szmyt, znana jako DJ Wika, ma 74 lata i zaraża radością.

Małgorzata Sychta: Jest pani niezwykłym zjawiskiem: w pani wieku ludzie biorą się za szydełkowanie albo pielą ogródki. Pani postanowiła zostać DJ-ką i szybko stała się popularna.

DJ Wika: Mnie ta popularność zaskoczyła, nie jestem do tego przyzwyczajona. Skończyłam 74 lata, ale dopiero teraz sobie uświadamiam, że tyle mam. Bo tak na co dzień to ja tego nie odczuwam. Robię to, co robię, od tylu lat, że dla mnie to jest rzeczą normalną. To jest mój sposób na życie. Gdybym była bogata, to może jeździłabym po świecie, zwiedzałabym, bo to byłoby coś, co dawałoby mi przyjemność. Ale człowiek musi robić to, co ma we własnym zasięgu.

MS: Większość emerytów woli siedzieć w domu.

DJ Wika: Ja nie mogę sobie tego wyobrazić. Albo tego, żebym po śmierci męża chodziła codziennie na cmentarz i podlewała kwiatki. Przecież ja jeszcze żyję! Mam dorosłe dzieci, nie chciałabym obciążać ich sobą. Trzeba znaleźć taki sposób życia, który daje aktywność, radość, zadowolenie.

MS: I pani go znalazła?

DJ Wika: Ja jestem z natury optymistką. Zawsze wydaje mi się, że życie jest piękne, bez względu na wszystko. Miałam wypadek samochodowy, po wypadku chodziłam z kulami cały rok, grałam też z kulami. Wydaje mi się, że wszystko można przeżyć i ze wszystkiego można wyjść. Ja jakoś tak zawsze spadałam na cztery łapy, jak ten kot. Dlatego też uważam, że w życiu nie należy siedzieć i czekać, aż coś samo przyjdzie. Nie ma tak, że manna z nieba poleci.

MS: Nie lubi pani bezczynności.

DJ Wika: Absolutnie nie! Skończyłam pracę zawodową, ale nie zakończyłam mojego życia zawodowego. Gdybym na emeryturze miała tylko siedzieć i rozmyślać o wyborze kwatery na cmentarzu, to dla mnie to byłby dramat. Trzeba coś robić.

MS: Zdarza się pani odpoczywać?

DJ Wika: Tak, jeden dzień w tygodniu. Zamykam drzwi, śpię do południa, jem śniadanie, chodzę po mieszkaniu. Bawię się z kotami, czytam, surfuję po internecie, słucham muzyki. Mam taki swój prywatny luz. Bardzo lubię układać w szafach, bo odpoczywam przy porządkach domowych.  Lubię porządek, źle się czuję w bałaganie.

MS: Lubi pani zmiany.

DJ Wika: Kocham zmiany. To coś przestawię, to mi się wydaje, że trzeba coś zmienić, tu gdzieś pomalować... Najchętniej co roku wyrzucałabym meble i wstawiała nowe. Przywiązuję się tylko do marki perfum.

MS: I co jeszcze robi pani w wolnym czasie?

DJ Wika: Czytam, bo życie się toczy, muszę wiedzieć, co się dzieje w świecie. Lubię czasem wyjść do miasta, rozejrzeć się, no i wracam z pełną torbą dla kotów – moich i bezdomych, bo karmię bezdomne koty całe życie. Lubię posłuchać muzyki poważnej, trochę innych rytmów niż to, co gram na imprezach. APoza tym przesłuchuję muzykę, która się pojawia. Jest tyle gatunków, których nie znam. A że gram z młodymi, muszę wiedzieć, co to jest electro, techno, metal czy alternatywa. Więc słucham, żeby wiedzieć, jakie to są rytmy. Żebym umiała odróżnić.

MS: Dobrze się pani orientuje we współczesnej muzyce?

DJ Wika: Czasem nie potrafię odróżnić, ale dużo poznaję. Najprostsza jest dla mnie muzyka dancingowa. Ale jeżeli człowiek tak siedzi w tej muzyce, to go pochłania. Słucha, słucha i wiecznie mu mało. Czasem idę do Empiku i kupuję jakieś płyty, czasem zamawiam przez internet.

MS: Łatwo było opanować sztukę DJ-owania?

DJ Wika: Jeszcze daleko mi do tego... Ja nie gram na winylach, a winyle są wizytówką DJ-a. Ale ja nie mam takich ambicji, nie chcę się ścigać z młodymi, bo mi to nie jest potrzebne.  Na moim sprzęcie można robić wszystko: miksować, scratchować. Ja tego nie robię, bo gram dla swojej półki, dla swojego pokolenia. Dla mojego pokolenia to, co gram, i ten instrument jest wystarczający. Bo moje pokolenie lubi muzykę czystą, taką, jaka jest.

MS: Wspomniała pani, że grywa pani z młodymi DJ-ami.

DJ Wika: Tak, na zabawach pokoleniowych. Wystarczy, że on jest artystą przy swojej aparaturze, a ja gram po swojemu. Ale gram w rytmach zbliżonych. Nie może być dużej rozbieżności, ale i nie możemy grać tego samego. Więc ja słucham, co on gra, i kiedy kończy swój set, to ja od razu wchodzę w jego rytm i gram swoje. To są bardzo dobre zabawy, bo uczą seniorów integracji z młodymi.

MS: Lubi pani dzisiejszą muzykę?

DJ Wika: Dla mnie każda muzyka jest piękna, nie ma brzydkiej muzyki. Gdybym powiedziała, że coś jest brzydkie, to dlatego, że się na tym nie znam. Skoro tyle młodzieży szaleje przy takich rytmach, to to musi być piękne, prawda? Czasem rozmawiam z młodymi DJ-ami, odsłuchuję kawałki, które mi wrzucają na Facebooku i myślę: Boże, jak rżnięcie piły. A oni mi na to: „Pani Wiko, to jest piękne!” No i ja słucham, słucham i w końcu dochodzę do wniosku, że to jest piękne.

MS: Organizuje też pani wczasy. Sama, bez pomocy biura podróży.

DJ Wika: Tak, wysyłam seniorów nad morze. Jeżdżę z nimi dwa razy w roku, a turnusów jest 15 i muszą być obstawione, więc namawiam koleżanki. Mam takie trzy, które jeżdżą stale, ale nie wszystkie chcą, nie wszystkie się nadają, nie wszystkie mają tyle empatii i potrafią nawiązać kontakt z ludźmi. Bo to jest konieczne, żeby atmosfera w grupie była przyjemna i żeby pobyt był sympatyczny. A przecież robimy to charytatywnie, nikt nam za to nie płaci, to jest nasza praca społeczna. W związku z tym trudno znaleźć takie osoby. Popracują dwa lata i rezygnują, bo to nie jest tak łatwo pracować z ludźmi i wprowadzać atmosferę radości.

MS: Mieszkała pani kiedyś za granicą.

DJ Wika: Tak, w Szwajcarii, ale to nie miało nic wspólnego z muzyką. Mój małżonek był tam na placówce, więc miałam przyjemność mieszkać tam 5 lat. Ja bardzo lubię zwiedzać, mogłabym jeździć wszędzie i wszędzie mogłabym mieszkać, bo jestem człowiekiem świata. Kocham Warszawę, ale chciałabym tak pomieszkiwać to tu, to tam.

Wydaje mi się, że takie poznawanie różnych kultur i różnych sposobów życia wzbogaca człowieka, sprawia, że inaczej patrzy na świat. Byłam też w Stanach i wróciłam taka zauroczona kanionami, że do dzisiaj, kiedy zamknę oczy, to widzę tę przepaść, tę głębię... Gdyby człowiek mógł sobie na to pozwolić, to tyle jest pięknych miejsc na świecie, które warto by było zobaczyć. Ja zwiedzam świat w internecie.

MS: A jakie wrażenie zrobił na pani Londyn?

DJ Wika: Jestem nim zauroczona, mimo mgły i deszczu, i przytłoczona tymi wielkimi budynkami. Wprawdzie nie widziałam zieleni, ale może się skuszę i przyjadę latem?

Chcesz coś dodać od siebie lub o coś zapytać? Dołącz do naszego forum!

Drukuj Wyślij znajomym