Right menu


Moda i film: związek doskonały

Malgorzata Sychta

05.10.2009

Od lat przenikają się wzajemnie, dostarczają sobie inspiracji i są ze sobą silnie związane.

Moda i film, bo o nich mowa, tworzą trwały związek, który z roku na rok staje się coraz silniejszy.

Już od 11 września na ekranach kin można zobaczyć film “The September Issue”, dokumentujący powstawanie najważniejszej w roku, wrześniowej edycji magazynu “Vogue”. Wrzesień jest w modzie tym, czym styczeń w życiu: początkiem nowego roku. To wtedy właśnie zaczynają się rysować trendy na nadchodzący sezon, a redaktorzy wszystkich modowych pism prześcigają się w radach i wskazówkach odnośnie tego, co nosić. Filmy związane z modą, w których od fabuły ważniejsze są stroje, pojawiają się coraz częściej. Jednak nie zawsze tak było.

Sztuka przykuwania uwagi

Pierwsze filmy zaskakiwały i hipnotyzowały widzów samym swoim istnieniem: ruchomy obraz pojawiający się na ekranie był dla nich czymś niemal magicznym. Z czasem jednak przestało to wystarczać, a twórcy filmów zaczęli sięgać po nowe sposoby przykucia uwagi bywalców kin. Jednym z nich było wykorzystanie odpowiednich kostiumów. Już w latach 30. i 40. Marlena Dietrich i Lauren Bacall pojawiały się na ekranie w olśniewających kreacjach. Z czasem moda zaczęła odgrywać coraz istotniejszą rolę, a tworzeniem filmowych kostiumów zajęli się znani projektanci.

W “Śniadaniu u Tiffany’ego” z 1961 roku Audrey Hepburn nosiła wyłącznie ubrania sygnowane przez swego przyjaciela Huberta de Givenchy. Grana przez nią Holly Golightly, która zajmuje się głównie chodzeniem na przyjęcia i poszukiwaniem odpowiednio bogatego mężczyzny, wygląda stylowo i elegancko nawet wtedy, gdy biegnie w deszczu za swoim kotem. Garderoba filmowej Holly, w której dominują proste, pięknie skrojone sukienki i klasyczne fasony, jest ponadczasowa. Zupełnie zrozumiałe więc jest to, że do dziś inspiruje nie tylko wielkich projektantów, ale i współczesne kobiety. Prawie każda z nas ma w szafie “małą czarną” albo trencz w neutralnym kolorze. I nic dziwnego – te rzeczy zwyczajnie się nie starzeją.

Moda na pierwszym planie

Coraz częściej zdarza się, że kreacje filmowych bohaterów są równie ważne co fabuła filmu. Serial “Seks w wielkim mieście” zdobył popularność nie tylko dlatego, że wiele kobiet utożsamiało się z bohaterkami i ich problemami, lecz również z powodu fantastycznych, przykuwających uwagę ubrań. Każda z bohaterek ma swój własny styl, jednak to Carrie Bradshaw wzbudza najwięcej emocji. Jej styl jest eklektyczny, bohaterka łączy ubrania od znanych projektantów ze znalezionymi w second-handach elementami w tak modnym obecnie stylu vintage. To Carrie wypromowała Manolo Blahnika, nosząc szpilki firmowane jego nazwiskiem. To również dzięki “Seksowi w wielkim mieście” sławę zyskała stylistka Patricia Field, która pracowała na planie serialu i filmu. Jej kostiumy można zobaczyć w telewizyjnej “Brzyduli Betty” oraz filmach “Wyznania zakupoholiczki” i “Diabeł ubiera się u Prady”.

Ten ostatni film jest z resztą ściśle związany ze światem mody: pokazuje, jak wygląda praca w znanym magazynie dotyczącym najnowszych trendów. Oparty jest na książce Lauren Weisberger, która przez jakiś czas pracowała jako asystentka legendarnej Anny Wintour, redaktor naczelnej “Vogue”. Nietrudno się domyślić, że postać zimnej, bezkompromisowej Mirandy Priestly wzorowana jest właśnie na niej. Główna bohaterka, młodziutka Andrea, przechodzi metamorfozę dzięki pomocy kolegi oraz ubraniom zgromadzonym w siedzibie magazynu i wkrótce sama zaczyna się orientować w świecie mody. W końcu przekonuje się jednak, że życie w pogoni za najnowszymi trendami nie jest dla niej, a cena, którą trzeba za nie zapłacić, jest zbyt wysoka.

Ciemna strona

Ano właśnie: z pozoru kuszący i wspaniały świat mody ma również swoje ciemne strony. Film Roberta Altmana “Pret-a-Porter” z 1994 roku jest po części czarną komedią, po części dokumentem, który w krzywym zwierciadle pokazuje wszystkie wady tego świata. Okazuje się, że modelki, fotografowie, projektanci i dziennikarze modowi wcale nie żyją ze sobą w doskonałej harmonii, a Paris Fashion Week, podczas którego film powstawał, widziany od kuchni, przypomina raczej chaotyczne targowisko niż perfekcyjnie zorganizowane show. Sprawy wyglądają jeszcze mroczniej w opartym na autentycznych wydarzeniach telewizyjnym dramacie “Gia” z Angeliną Jolie. Aktorka wcieliła się w młodą modelkę, którą kariera doprowadziła do tragicznej śmierci. Film pokazuje najciemniejsze strony świata mody: morderczą pracę, niebezpieczne związki, nadużywanie narkotyków i przerażającą samotność modelek. Jest jednocześnie prawdziwą ucztą dla oka.

Pełna symbioza

Film czerpie inspiracje z mody, a ta nie pozostaje mu dłużna – wielcy projektanci wykorzystują ekranowe kostiumy jako punkt wyjścia dla swoich kolekcji. Wystarczy wspomnieć wiosenną kolekcję Jeana Paula Gaultiera z 2008 roku, w której dominowały fasony jakby żywcem zaczerpnięte z “Piratów z Karaibów”. Tegoroczny hit kinowy, “Star Trek”, z pewnością miał spory wpływ na pojawienie się futurystycznych tendencji między innymi u Marca Jacobsa, Balenciagi i Fendi. Anna Sui z kolei zaprojektowała w tym roku kolekcję inspirowaną serialem “Plotkara”, który – swoją drogą – popularność zyskał między innymi dzięki rewelacyjnym kostiumom bohaterek.

A co na to ulica? Odkąd w kinach pojawił się film “Coco before Chanel”, opowiadający historię Gabrielle Chanel, zanim stała się legendą świata mody, skromna elegancja przeżywa prawdziwy renesans. Biel i czerń, perły i ponadczasowe, klasyczne fasony, tak charakterystyczne dla Chanel, są noszone zarówno przez młode dziewczyny, jak i dojrzałe kobiety. I nic dziwnego – jak mawiała sama Coco Chanel, “moda przemija, styl pozostaje”.

Chcesz dodać coś od siebie lub zadać pytanie? Dołącz do naszego forum!

Drukuj Wyślij znajomym