Right menu


Miłosne gotowanie, czyli afrodyzjaki w naszej kuchni

Malgorzata Sychta

13.02.2011

Przysłowie mówi: “Przez żołądek do serca”. I nieważne, czy w to wierzymy, spróbować nie zaszkodzi!

Wszędobylskie kartki ozdobione miłosnymi motywami, czekoladki w pudełkach w kształcie serc i sklepowe wystawy całe w czerwonych i różowych dekoracjach przypominają nam, że Walentynki już blisko. Być może należysz do zagorzałych przeciwniczek tego święta i co roku zagryzasz zęby i udajesz, że nic szczególnego się nie dzieje. Być może bojkotujesz Walentynki, bo komercyjne, przesłodzone i paskudne. Cóż, można i tak…

A może warto byłoby choć raz dać szansę Walentynkom i umilić je sobie (i swojemu partnerowi, choć posiadanie takowego jest opcjonalne) czymś pysznym i... erotycznie pobudzającym? Przysłowie mówi przecież: “Przez żołądek do serca”. I nieważne, czy w to wierzymy, spróbować nie zaszkodzi.

Przodków naszych sposoby

Afrodyzjaki, których nazwa wywodzi się od Afrodyty, greckiej bogini miłości i zmysłowości, są prawie tak stare jak seks. Od niepamiętnych czasów ludzie szukali sposobów na wzmocnienie popędu płciowego i uczynienie igraszek w sypialni bardziej satysfakcjonującymi. Jak w każdej innej dziedzinie, i w tej panowały różne mody. Niektóre z nich, na szczęście, już dawno przeszły do historii. W średniowieczu, na przykład, kobiety chętnie smarowały skórę miodem i posypywały pszenicą. Potem zeskrobywały ziarno i mieliły je na mąkę. Z takiej "magicznej" mąki wyrabiały ciasto na chleb, który potem serwowały wybrankowi serca.

Panowie chętnie dodawali do potraw sproszkowany róg nosorożca. Miał dodawać im wigoru i sprawiać, że będą w stanie dłużej poddawać się miłosnym uniesieniom. Czy to działało? Nie wiadomo. Na pewno przyczyniło się do masowych polowań na nosorożce. Wygląd i kształt ich rogów budził jednoznaczne skojarzenia. Zresztą większość afrodyzjaków stosowanych przez panów miała albo falliczny kształt (wszelkie rośliny korzenne, szparagi, pędy bambusa), albo kojarzyła się z agresją, płodnością i jurnością (jądra byka, penis tygrysa). Casanova swój temperament zawdzięczał podobno ostrygom, których tuzin jadał codziennie na śniadanie. Metoda ponoć skuteczna, ale, niestety, dość kosztowna.

To naprawdę działa!

A przecież nie trzeba wydawać dużo, żeby przygotować prawdziwą miłosną ucztę. Równie dobrze jak ostrygi sprawdzą się pomidory, papryka czy karczochy. Te ostatnie, nazywane przez Włochów "ziemniakami miłości", są bogatym źródłem witamin i minerałów, a do tego zwiększają zdolność przeżywania orgazmów. Świetnie sprawdza się też marchewka - jadana regularnie, dostarcza organizmowi selenu oraz witamin E i C, utrzymując ciało w dobrej kondycji, tak potrzebnej do łóżkowych zabaw. Za silne afrodyzjaki uważa się też owoce morza, a także jajka i ryby, które pobudzają produkcję hormonów i plemników.

Równie istotne są przyprawy i zioła. Lista jest naprawdę długa: poczynając od lubczyku, przez pieprz cayenne, curry i imbir, aż po szafran, chilli i bazylię. A że potrawę i tak należy przyprawić do smaku, można zrobić to tak, żeby przy okazji miała stymulujące działanie.

Czarna lista

Czego unikać? Nadmiaru alkoholu. W małych ilościach pobudza, ale jeśli spożyjemy go za dużo, ochota na seks ustąpi miejsca senności. Krwiste befsztyki, kiedyś uznawane za skuteczny afrodyzjak, też nie są dobrym pomysłem. Ciężkostrawne i tłuste, obniżają poziom testosteronu u panów i estrogenu u kobiet, zniechęcając tym samym do miłosnych igraszek. Potrawy mączne i ziemniaczane rozleniwiają, więc lepiej zostawić je na inną okazję.

Miłosne menu

A na Walentynki przygotować prawdziwą erotyczną ucztę kulinarną, która wyostrzy apetyt na miłosne harce. Jako starter można podać zupę-krem z zielonego groszku. Potrzebne będzie 200 g groszku (mrożonego albo z puszki), 700 ml bulionu warzywnego, 1 mała cebula, 2 łyżki śmietanki (double cream), żółtko, 1 łyżka masła, koperek, sól i pieprz. Przygotowanie jest naprawdę proste. Cebulkę kroimy, smażymy na maśle na złoty kolor, dodajemy groszek i smażymy do miękkości. Dolewamy bulion, całość miksujemy i gotujemy. Dodajemy żółtko zmieszane ze śmietanką, doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Podajemy z grzankami, posypaną koperkiem.

Na główne danie dobrą, bo lekką, a przy tym łatwą do przygotowania propozycją jest kurczak w mandarynkach i curry. Potrzebne będzie 250 g piersi kurczaka, 150 g pora, 1 łyżeczka curry, pół szklanki białego wina, szklanka bulionu, pół szklanki śmietany (tym razem single cream), małe jabłko, 2 mandarynki, sól, pieprz, oliwa z oliwek i ryż. Mięso kroimy na kawałki i delikatnie podsmażamy na oliwie, przyprawiamy solą i pieprzem, zdejmujemy z patelni. Na pozostałym na patelni tłuszczu podsmażamy pokrojone w cienkie plasterki pory wraz z curry. Wino, bulion i śmietanę mieszamy, dodajemy do mięsa, dusimy przez mniej więcej 10 minut. Owoce obieramy, jabłko kroimy w cienkie plasterki, mandarynki dzielimy na cząstki. Podsmażone pory i owoce dodajemy do mięsa, dusimy razem przez kilka minut.

Jeśli wciąż nie macie dosyć, na deser proponuję mus truskawkowy z cynamonem. Przygotowanie zajmie zaledwie kilka minut: wystarczy zmiksować 60 g truskawek z 2 szklankami soku pomarańczowego, 500 g waniliowego jogurtu, 2 łyżeczkami cynamonu i szczyptą gałki muszkatołowej. Deser podajemy w pucharkach, udekorowany bitą śmietaną i wiórkami ciemnej czekolady.

Nawet jeśli taka uczta nie rozpali w was ochoty na miłość, będzie z pewnością rozkoszą dla podniebienia. A jeśli jednak wylądujecie w końcu w sypialni, nie zapomnijcie o truskawkach i szampanie!

Chcesz dodać coś od siebie lub zadać pytanie? Dołącz do naszego forum!

Drukuj Wyślij znajomym