Strona główna / Nasze sprawy / Domowe ABC / Domowa bogini – Nigella Lawson



Right menu


Nigella Lawson – domowa bogini

Aleksandra Łojek-Magdziarz

24.03.2010

Kobieta, która elektryzuje mężczyzn na całym świecie. Nie znoszą jej natomiast ci, dla których dobra kuchnia nie jest priorytetem...

Piękna, choć już nie najmłodsza (w dobie kultu młodości to dla niektórych zasadnicza wada), wcale nie szczupła za to o pięknych oczach gazeli i wspaniałych bujnych włosach - Nigelli Lawson, kobieta, która elektryzuje mężczyzn na całym świecie. Nie znoszą jej natomiast feministki oraz ci, dla których dobra kuchnia nie jest priorytetem. Czyli na szczęście mniejszość.

W dzieciństwie Nigella była konsekwentnym niejadkiem. Jako córka konserwatywnego polityka i arystokratki musiała uczestniczyć w rodzinnych posiłkach, które charakteryzowały się wysokim stopniem sformalizowania. Nie było w nich radości rozmowy i jedzenia, lecz zakazy, nakazy i koncentracja na formach, zatem Nigella, wolny duch, szczerze ich nie znosiła i niechęć tę w ramach buntu przeniosła na jedzenie.

Precz z konwenansami
Zdanie zmieniła radykalnie, gdy jako nastolatka wyjechała do Paryża, gdzie przekonała się, że z jedzenia i czasu spędzonego przy stole można czerpać radość. Że można rozlać wino i ubrudzić palce i nie będzie to wydarzeniem dnia. Że ludzie zbierają się razem, by coś pysznego spałaszować i popić dobrym winem, nie zwracając przy tym uwagi na złamane konwenanse. Nigella zaczęła wtedy częściej myśleć o obłudzie obecnej w angielskim podejściu do spożywania posiłków. „Purytańskie myślenie wyklucza radość z jedzenia” - powiedziała w wywiadzie wiele lat później, kiedy była już znaną gwiazdą.

Za dużo przymiotników
Jako aktywna niepurytanka bardzo rozrabiała w szkole, w co nie mógł nigdy uwierzyć jej ojciec, wyhodowawszy sobie w głowie zupełnie inną wizję własnej córki (to jest to, co ojcowie lubią robić). Była gadułą, zawsze mającą na wszystko gotową odpowiedź. Do osiemnastego roku życia pięciokrotnie zmieniała szkołę, bo wszędzie miała problemy z nauczycielami i samą sobą. Do dziś pozostało jej umiłowanie do zdań wielokrotnie złożonych. Jest mistrzem komplikacji werbalnej. Krytycy gorliwie wymieniając wady jej stylu wypowiadania się pisali o szczególnej tendencji do gromadzenia przymiotników przy opisywaniu jedzenia – w języku angielskim to rzecz niemal niewybaczalna formalnie, na zajęciach "creative writing" uczy się uczestników, by byli oszczędni przymiotnikowo.

Gastropornografia
Jej kariera kucharsko-pisarska nabrała właściwego rozpędu, w momencie kiedy zaczęły ją spotykać największe życiowe tragedie. Kiedy Nigella miała 25 lat, na raka wątroby umarła jej matka, a następnie siostra. Kucharzenie, wymyślanie i opisywanie coraz nowszych przepisów stały się dla niej, jak to sama określiła, rodzajem terapii i rozmowy z nieżyjącymi bliskimi. Tak też nauczyła się traktować rozmowy do kamery, jako pewnego rodzaju dialog z bliskimi Jej zamiłowanie do gotowania sprawiło, że Nigella Lawson szybko stała się autorką kucharskich bestsellerów sprzedawanych na całym świecie. Jej książki nadal rozchodzą się, jak świeże bułeczki, a ona sama jest bohaterką wielu artykułów i programów telewizyjnych. Piękniejąca z wiekiem, oskarżana przez feministki o erotyzowanie kuchni, wszystkie zarzuty obróciła na swoją korzyść, choć uważa, że nieświadomie. Zdarza się, że w programie występuje w czerwonym szlafroczku i nagminnie oblizuje palce i łyżki.

Wzburzeni konserwatyści jej programy nazwali nawet „gastropornografią”, a Gordon Ramsay, znany w Wielkiej Brytanii jako bardzo obelżywy, choć genialny szef kuchni, powiedział kiedyś, że zdecydowanie wolałby, by wreszcie pokazała, co kryje za szlafrokiem, zamiast bawić się w gotowanie.

Miłość życia
Niella zawsze była piękna, aczkolwiek nie przywiązywała do tego zbyt wielkiej wagi. Żyła w przekonaniu, że jest za gruba. Do dziś rzadko przegląda się w lustrze, chyba, że jak sama twierdzi, maluje tuszem rzęsy. Mimo problemów w szkole i lekceważenia matematyki, skończyła studia na Oxfordzie i pisała recenzje książek. Swojego pierwszego męża, wielką miłość, Johna Diamonda poznała w pracy, kiedy została zastępcą redaktora naczelnego sekcji literackiej w „The Sunday Times” . Miłość ta skończyła się tragicznie – John zachorował na raka gardła i w dość krótkim czasie zmarł. Nigella opiekowała się mężem do końca jego dni. John natomiast, mimo wielkiego osłabienia organizmu, do końca życia był aktywny i regularnie dokumentował swoją chorobę w artykułach i książkach. Kiedy zmarł, Nigella pytana o to, czy można przestać kogoś opłakiwać, powiedziała, że w pewnym sensie nigdy i że ból po utracie bliskiej osoby nigdy nie minie. Po śmierci Johna, wpadła w depresję.

Opłakiwanie i radość życia
Kiedy zaledwie w półtora roku po śmierci Johna, Nigella powtórnie wyszła za mąż za Charlesa Saatchi (właściciela słynnej londyńskiej galerii Saatchi Gallery oraz współwłaściciela agencji reklamowej M&C Saatchi) rozległy się głosy oburzenia. Oskarżano ją o to, że spotykała się z Saatchim jeszcze za życia swojego pierwszego męża. Faktem jest, że dwaj panowie przyjaźnili się. Nigella odpierając złośliwe ataki mówiła, że nie jest się w stanie przewidzieć, co się w życiu wydarzy, a jej bolesne doświadczenia związane ze stratą bliskich osób nauczyły ją, że życie jest za krótkie i należy się cieszyć każdym dniem. Każda śmierć, jak dodała, to oddzielny rozdział w jej życiu, to coś, co za każdym razem, gdy umierał ktoś inny budziło wspomnienia o poprzednim zmarłym i paradoksalnie, opłakiwało się wtedy więcej osób, bo cały proces zaczynał się od nowa.

Nigella ma tę imponującą cechę, że nie żyje według narzuconych schematów. Tak traktuje nie tylko swoje życie, ale i kuchnię. Może na tym polega jej sukces. Może dlatego w dobie anoreksji i szaleństwa fitnessowego stała się dla wielu pań symbolem normalnej zdrowej kobiety, a dla mężczyzn boginią, która nie boi się swojej kobiecości i, co więcej, nie jest na niej skoncentrowana. A jej przepis na brukselkę z kasztanami i skórka pomarańczową…!

Chcesz coś dodać od siebie lub o coś zapytać? Dołącz do naszego forum!

Drukuj Wyślij znajomym