Strona główna / Forum / Nasze sprawy / po jakim czasie poczulyscie sie naprawde dobrze w UK?


Right menu


Nasze sprawy

Miej czas dla siebie! Porozmawiaj o swoim związku, modzie, zdrowiu, urodzie, przepisach.

Musisz być zalogowany aby uzyskać dostęp do forum. Możesz się zalogować tutaj

Autor

Wiadomość

paulaline

29/12/2008 00:39

po jakim czasie poczulyscie sie naprawde dobrze w UK?

Pytanie takie jak w temacie,pamietacie jakis moment kiedy poczulyscie ze jestescie we wlasciwym miejscu,ze tu jest wasze miejcse na ziemii?
Ma to jakis związek z pokonaniem bariery jezykowej,moze ze znalezieniem dobrej pracy,czekam na wszelkie opinie.Mam maly dolek,przybija mnie wszystko,praca której nie cierpię(fabryka),slaby angielski i brak jakis przyjaznych dusz wokolo.Wogole jakos tak wszystko stracilo sens z dnia na dzien.Jestem tu prawie rok,z rodzina(syn i maz),niby niczego mi nie brakuje ale jednak...Tez miewalyscie takie chwilowe kryzysy?

Tordis

29/12/2008 06:30

Ja poczulam sie dobrze po mniej wiecej kilku godzinach, kiedy uswiadomilam sobie, ze otwiera sie przede mna calkiem nowy rozdzial, a ja moge z nim zrobic to, co zechce. Bariery jezykowej nie bylo, kulturowa pokonalam otwartoscia. Bywalo trudno, ale nigdy nie myslalam, ze to dlatego, ze jestem tu, a nie w Polsce. Tu mi dobrze.

'No-one can ever slow me down, I'll stay unbound.'
(Avenged Sevenfold)

Tess

29/12/2008 10:01

Heh mi tez zajelo to troche czasu, kilka dobrych miesiecy...
zaczelo sie od zmiany mieszkania z 10 lokatorami i jedna lazienka na swoj wlasny pokoj w mieszkani z tylko 2 innymi osobami w fajnej okolicy. Jakos tak czlowiek czuje ze odpoczywa kiedy po ciezkim dniu wracam do milej, cichej przestrzeni...
Zmiana pracy tez pomogla, chociaz moze wciaz nie byla to TA wymarzona tylko praca w coffee shopie, ale przynajmniej mialam blizej, tylko kilka przystankow i milych workmates, wiec mialam z kim pogadac, wybrac sie na piwo po pracy i inne takie.
I chyba od tego czasu zaczelam klimatyzowac sie na dobre...ale proces jeszcze nie zakonczony; ) .

“Well-behaved women rarely make history”

ditavonteese

29/12/2008 17:03

Mysle, ze nie ma czegos takiego jak nasze miejsce na Ziemi - kazde miejsce moze stac sie "naszym", o ile nam odpowiada i wlozymy troche wysilku, zeby je oblaskawic i sie przystosowac.

Zalamanym kiepska praca zalecam natychmiastowa zmiane pracy - fabryka musi byc strasznie dobijajaca. No i nie daje szansy zeby sie osluchac z jezykiem. Moze jakas restauracja albo coffee shop na poczatek ? Nawet wysmiewany zmywak nie jest zly, bo mozna od srodka obserwowac, jak knajpa funkcjonuje i z czasem wskoczyc na miejsce kelnera itd.

paulaline

29/12/2008 20:35

No wlasnie,piszecie o pracy w coffee shopach,knajpach itd.A jak tam jest z jezykiem,przyjmuja bez dobrej znajomosci angielskiego?Nie znam nikogo kto pracuje w tej branzy,mieszkam w malym miasteczku i wszyscy moi znajomi pracuja raczej w fabrykach tak wiec nie wiem jak to wyglada.Dzieki za wszelkie wypowiedzi i zrozumienie bo juz zaczelam sie zastanawiac ze moze ze mna jest cos nie takhappy))

princess

30/12/2008 20:11

ja odrazu po przyjezdzie poczlam sie tu dobrze,pomimo kompletnej nieznajomosci jezyka i 2miesiecy bez pracy czulam ze zagoszcze tu na dluzej. noi jestem juz tutaj prawie 3 lat,poznalam mojego ukochanego,mamy coreczke jestem szczesliwa i nieczuje sie tu obco,mam swoich,znajomych,swoja dzielnice-jetem w domu!

Wiosna

30/12/2008 23:54

czasem czujé sié tu dobrze *niestety rzadko...nie znajác angielskiego ciézko jest tak naprawdé znalezsc prace w kafejce, barze czy sklepie, no bo sorki za szczerosc ale jak nie rooumiesz co klient do Ciebie mówi, to...(wiem bo próbowalam)...tez wiékszosc moich znajomych pracuje w werahausach lub na zmywaku (nie jestem przekonana czy lepiej mówiá po angielsku dziéki tym pracom). Tak naprawdé ten kraj mnie bardzo rozczarowal (no ale o tym juz kiedys pisalam)wiéc...trudno mi go polubic, choc staram sié jak mogé. Myslé ze wazne jest tez wsparcie rodziny, znajomych, a tu wiadomo..rodzina daleko, znajomych jak na lekarstwo...itd. takze...ale nich piszá Ci którzy majá inne pozytywne odczucia (BO TROSZKÉ od tematu odbieglam)

pozdrawiam cieplutko

Sylwunia :-))

31/12/2008 00:15

ja czuję się tu podobnie jak Wiosna- niestety i chyba już się nie przekonam do tego kraju - jest i będzie dla mnie zawsze obcy .......... Pozdrawiam i podziwiam osoby, które znalazły tu swoje miejsce na ziemi happy

Szczesliwa Mamusia
JULII, MICHELLE - 18.01.2008
oraz
VICTORII, JULII - 13.06.2011

paulaline

31/12/2008 00:31

Widze ze opinie sa podzielone,jedni sa tu szczesliwi ,inni staraja sie byc szczesliwi.Ja generalnie nie czuje sie rozczarowana zyciem tutaj,tylko dobija mnie troche ten powolny proces przyswajania angielskiego co blokuje jakiekolwiek zmiany na lepsze w moim zyciu zawodowym.Myslalam ze skoro uczylam sie go w Polsce jakis dluzszy kawalek czasu to szybciej bedzie to szlo.(jednak wiadomo jak ucza jezyka w polskich szkolach,aczkolwiek wkuwanie form czasownikow niereg. .na pamiec bardzo mi sie przydalohappy)Najbardziej wkurza mnie fakt ze w moim miasteczku nie ma gdzie sie zapisac na jakis rzetelny kurs,bo to jak prowadza lekcje w tutejszym collegu to wogole jakis zart.I tak to czasem jest ze nawet jak chcesz sie uczyc to nie za bardzo jest gdziehappy
A moze wy dziewczyny macie jakies propozycje dotyczace kursow,cos co same "przerobilyscie"i co dzialahappy)Czytalam o tutejszych kursach ale w mojej miescinie nic oprocz collegu nie funkcjonuje niestetysad(
Pozdrawiam cieplutko

Diamond

31/12/2008 01:18

Wiesz, ja nie mialam problemu z angielskim przyjezdzajac tutaj bo wczesniej poltora roku spedzilam na wyjazdach na wymiany studenckie do USA a tam wylacznie w angielskim sie porozumiewalismy - Polakow nie bylo w 'zasiegu' blunk
Za to moja siostra miala ogromny problem i poszla wlasnie do lokalnego College'u na kurs angielskiego, wtedy jeszcze sponsorowanego przez Unie Europejska. Po kilku miesiacach kursu i kontaktach z anglojezycznymi ludzmi, pozbyla sie w ogole problemu. Kontynuowala kurs jeszcze 2 lata, bo jej sie podobal. Z jej doswiadczenia - polecam happy

ditavonteese

31/12/2008 09:53

Paradoksalnie pomaga samotnosc, w sensie odizolowanie od rodakow - jesli sie wyladuje wsrod samych Anglikow, tak w pracy jak i w domu, nie ma innej rady, jak przelamac bariere jezykowa.

Prosze sobie nie stroic zartow z czasownikow niereg. - sa niezbedne na co dzien, chyba ze ktos sie uczy 'metoda' Callana i jak malpka przyswaja bezmyslnie gotowe zwroty. happy

Gloria

31/12/2008 12:25

Ja od razu poczułam sié tutaj dobrze mimo trudności bo wiadomo to jest jakby budowanie życia od podstaw. Nieznajomość języka to był problem dla mnie ale konsekwentnie z tym walczyłam i walczę i świetnie mi idzie i podzielam zdanie że izolacja od Polaków, polskiej telewizji przynajmniej na początku pomaga w nauce angielskiego i oczywiście regularna praca na tym. Krótki okres przed przyjazdem tutaj mieszkałam w innym państwie europejskim ale tam czułam się źle i nie żałuję decyzji o przeprowadzce do Anglii. Generalnie myślę, że każdy jest kowalem swojego losu i najwięcej zależy od nas samych a Anglia jest krajem gdzie naprawdę jest mnóstwo możliwości. Chodzę teraz do szkoły z młodymi Polakami i widzę jak świetnie sobie radzą jak umiejętnie potrafią wykorzystać to co Anglia im oferuje i naprawdę mnie to cieszy że nie zamierzają spędzić życia w fabrykach czy coffee shopach, inwestują w siebie, mają ambicje i marzenia krok po kroku je spełniają. Ja robię to samo, nie jestem już taka młodziutka ale to tutaj odzyskałam wiarę w siebie i wiem że moje pięć minut jest dopiero przede mną.

paulaline

31/12/2008 14:59

Zgadzam sie z toba Gloria,kazdy jest kowalem wlasnego losu.Wlasnie najgorsze sa takie chwile zwatpienia,ze wydaje ci sie ze juz nic sie nie zmieni na lepsze(bynajmiej ja takie miewam)..Pocieszajace jest ze znasz ludzi ktorzy chca czegos wiecej od zycia niz tylko stala posadka przy linii produkcyjnejhappyJa niestety mam wokol siebie tylko takich ,ktorym to wystarcza.Ja tez nie mam jakis wybujałych ambicji jak tylko pracowac w swoim zawodzie jako kosmetyczka(lubie to robic i jestem w tym dobra),ale chyba wazne jest ze wogole jakies mamhappyA gdzie droga Gloriu uczysz sie jezyka,na kursie,sama?!

Gloria

31/12/2008 15:46

Nie chodzi o to jak wygórowane ambicje kto ma, dla ciebie szczytem szczęścia jest zostać dobrą kosmetyczką dla kogoś innego prezesem banku narodowego,nie istotne, najważnejsze żeby czuć satysfakcję z tego co się robi. Ja też nie mam wygórowanych, chcę tylko robić to o czym zawsze marzyłam i do czego zawsze mnie ciągło i co jako amatorowi świetnie mi wychodzi ale czuję niedosyt i chcę zostać profesjonalistą. Otoczenie też ma ogromne znaczenie, szukaj ludzi którzy dążą do czegoś więcej, otaczaj się nimi, zaprzyjaźniaj, zwykle się wspierają w swoich dążeniach podsuwaja pomysły, wskazówki. Ja mieszkam w Birmingham i tutaj się uczę wybór jest duży, ale znam kilka osób które dojeżdżają do szkoły, Początkowo uczyłam się sama języka i jako samouk załapałam się na level 1. Jest czasami ciężko żeby wszystko pogodzić ale najważniejsze żeby się nie poddawać przeciwnościom, czasem sobie popłakać nie zaszkodzi a potem zacisnąć zęby i walić do przodu.

princess

31/12/2008 16:30

paulina na nauczenie sie angielskiego polecam grono anglikow lub osob aglojezycznych. to najlepszy i najszybszy sposob moim zdaniem.
ja przyjechalam tutaj jak juz wczesniej wspominalam bez zadnej znajomosci jezyka no moze "my name is...",poznalam mojego faceta Albanczyka jakos sie dogadalismy na migi i poodlapalam kilka slowek na tyle aby dostac prace,w pracy nie chcialam pracowac z polakami tez ze wzgledu na nietorelancje bo jestem w zwiazku z obcokrajowcem,noi teraz niechwalac sie dogaduje sie lepiej od niektorych wyuczonych plakow,moze gramatyki nie znam i niemowie perfekcyjnie ale na tyle aby sie dogadac i wytlumaczyc o co mi chodzi. teraz czas zaczac uczyc sie gramatyki happy

Kasia

31/12/2008 16:41

ja tez chodzilam troche do collegu, ale najwiecej przyznam, ze czlowiek uczy sie przez codzienne kontakty z ludzmi i systematyczna prace. Zycie to najlepsza szkola happy. te 2-3 godziny w szkole nie zmienia wiele jesli nie bedzie sie cwiczyc w domu.
A w UK czuje sie dobrze. jak to w zyciu czasami bywa lepiej czasami gorzej, ale ogolny bilans jest na plus.... gdyby tak nie bylo juz dawno mnie tu nie bylo blunk!!

paulaline

01/01/2009 15:38

Dzieki dziewczyny za te wszystkie słowa otuchy,wlasnie to mi bylo potrzebne.
Fajnie ze jest to forum i takie zaradne kobietki jak wy.















f

elisa

04/01/2009 16:24

Ja nigdy nie wyobrazalam sobie zycia w UK, ale poznalam tu bardzo wartosciowego czlowieka, dla ktorego postanowilam zaryzykowac happy Kiedys tez bylo mi ciezko, bez rodziny, przyjaciol, zaczynalam od 'podstawowych' prac typu: fabryka, kelnerowanie itd, bo po 2 latach mialam wracacblunk Kiedy zdalam sobie sprawe, ze tu chyba spedze reszte swojego zycia, zaczelam realizowac plany, ktore mialy sie realizowac w Polsce: wlasnie koncze rozpoczete w ojczyznie studia, ucze angielskiego i moge powiedziec, ze jestem tu szczesliwa. Przybylo fajnych ludzi, przyjaciol rowniez, choc tesknota za rodzina zawsze bedzie najbardziej doskwierac.

kokaii

06/01/2009 21:16

z tym zaklimatyzowaniem to roznie bywa ale najwazniejsze to nie tracic nadzieii, moj maz przyjezdzajac tutaj kompletnie nie znal jezyka angielskiego i nigdy sie go nie uczyl, pomimo to znalazl dosc dobrze platna prace ale wszystko zalezy tez miejsca i czasu. Fakt, jezyka nie nauczymy sie w 5 minut i na to nie ma zadnej rady , cierpliwosc procentuje, teraz to maz przewaznie zalatwia wszystkie rzeczy i problemy ( ja ewentualnie interweniuje w sprawach juz za daleko idacych grozac sadem wszyskie podpadajace mi instytucjehappy

lalata

07/01/2009 13:23

Hmm powiem szczerze, ze gdy zobaczylam ten temat, dlugo zastanawialam sie 'kiedy poczulam sie dobrze w UK' i czy to w ogole nastapilo... i musilam 'pochodzic' z tym pytankiem w glowce, pomyslec i wreszcie zebralam sie aby cos skrobnac ( nic odkryczwego happy) Jezyk stawiam na pierwszym miejscu z oczywistych powodow... pozniej chyba miejsce pracy, aby bylo to zajecie ktore lubimy, ktore nas rozwija, ksztalci, w ktorym lubimy przebywac, przeciez spedzamy tam mnooostwo czasu... pozniej pomyslalam o znajomych, aby miec ich, socjalizowac sie, spotkania, kawki, smiechy i smutki..i na samym koncu pomyslalam, ze wazne jest miejsce zamieszkania, to czy sie dobrze w nim czujemy, swobotnie, ktore dodaje nam energii ( wielkie miasto lub malenka miescineczka, wrecz wioska)... i wiecie co? okazalo sie ze pomimo spelnienia pierwszych trzech warunkow (niby najwazniejszych dla mnie) wciaz czulam sie zle, nieswojo, ciagle zmeczona, bardzo strachliwa ( bylo to duze miasto, wiec rozboje na ulicach, wszedzie male gnoje szukajace zaczepki)...pomimo ze z jezykiem nie mialam problemow, praca byla w porzadku ( moze nie rozwijala, i nie byla to TA wymarzona praca, ale dawala mi radosc), mialam znajomych dookola ( moze nie wielu,ale napewno kilku dobrych) popadlam ze tak powiem w malenka depresje, nic mi sie nie chcialo..chcialam uciekac z tego wielkiego miasta.. bardzo zle sie czulam..codziennie docieralo do mnie chyba za duzo bodzcow ( tysiace ludzi na ulicach, mnostwo kolorow, halas, przerozne zapachy i smrody spalin w powietrzu), po 15 minutach w centrum czulam sie zmeczona i z bolem glowy wracalam do domku... tak wiec po ponad 2 latach postanowilismy sie przeniesc ( z mezem) do malenkiej miescinki, na wybrzezu, natura wokol, spacery po plazy, korty tenisowe, gory, pagorki.... dostalam pracke, o ktora staralam sie od dawna.. rozwija, ksztalci, sprawia niesamowita satysfakcje... ..- a jednak..... tutaj nie mam znajomych, wszyscy pozostali w poprzednim miejscu zamieszkania... wiec znowu jakos tak nieswojo..chyba samotnie troszke..bez babskich ploteczek, pogawetek i wspolnych zakupow... Wiec wnioski wyciagam takie ze chyba musza byc spelnione WSZYSTKIE warunki, priorytety, ktore ustalimy sobie na poczatku w nowym miesjcu, aby czuc sie swobodnie, szczesliwie.. po prostu DOBRZE.

happy pozdrawiam bardzo ladnie i milo

Never argue with an idiot. They drag you down to their level and beat you with experience.

zapraszam Was serdecznie www.apartphotography.zenfolio.com

rybkie

07/01/2009 17:02

kiedy poczulam sie naprawde dobrze? kiedy znalazlam dobra prace!!! czyli po 5 miesiacach, jak tylko tu sie przeprowadzilam pczulam sie dobrze ale potem jak zaczelam szukac pracy i wszytsko szlo zle zatesknilam za polska i rodzina...teraz czuej ze to jest moj dom i sie nigdzie nie wynoszehappy na dodatek wspiera mnie moje kochanie ktore jest anglikiem wiectu jest jego dom i moj tez teraz wiec on pomogl bardzo poczuc sie tu dobrze i na miejscuhappy a zaczynasz sie tu czuc dobrze jak pna w sklepie osiedlowym rozpoznae cie i pyta cie jak ci minal dzien i ajk ci moze pomoc..jak znajommi z pracy zapraszaj cie na piwo..masz swoje ulubione kafejki i sklepy...znasz swoich sasiadow i wspolnie ponarzekacie na landlorda...noi najwazniejsze kiedy czujesz ze mozesz swobodnie porozmawiac ze wszystkim o wszystkim...czyli jezyk jezyk i jeszcze raz jezykhappy

rybkie
Jakos bedzie bo jeszcze nigdy nie bylo aby jakos nie bylo:)